To fragmentacja, głupcze!

W ciągu najbliższych pięciu lat Unia Europejska będzie bardziej rozdrobniona niż kiedykolwiek przedtem. Ta dezintegracja stanowi kluczową lekcję wyborów europejskich w 2019 roku. Jednak wbrew dominującej narracji ostatniego dziesięciolecia, stare centrystyczne bloki muszą teraz stawiać czoła nie tylko rozmaitym antysystemowym partiom i ugrupowaniom populistycznym.

Photo: Dave Shea/Flickr (CC BY-NC-ND 2.0)  

Cokolwiek rozczarowujące. Wyniki wyborów europejskich w 2019 r. nie były takie, jakie obiecywały nam media, tj. populistyczne przejęcie Unii Europejskiej albo przynajmniej Parlamentu Europejskiego, więc szybko zeszły z pierwszych stron gazet. Było kilka artykułów pod takimi tytułami jak “szczyt populizmu” albo “Zielona fala”, ale w istocie, media zajęły się już innymi sprawami. Nawet Fareed Zakaria, znakomita tuba elitarnych opinii, nie potrafił zdobyć się na coś więcej, niż ten nudny „Kryzys Zachodu się skończył, ale populistyczna furia pozostaje”.

A jednak wybory europejskie w 2019 r. były interesujące, zarówno ze względu na zachowaną ciągłość, jak i wynikające zmiany. W wielu aspektach potwierdzają najnowsze trendy na poziomie europejskim, zarówno w UE, jak i w państwach członkowskich. Skoncentruję się tutaj w szczególności na kluczowych podobieństwach i różnicach w odniesieniu do wyborów europejskich w 2014 r. i będę dowodził, że w wyniku wyborów europejskich w 2019 r. Parlament Europejski będzie jeszcze bardziej rozdrobniony, co prawdopodobnie przyczyni się do dalszego człapania UE, pomimo konieczności i pilnej potrzeby wprowadzania podstawowych reform.

Ciąg dalszy trendu z 2014 r.

Głównym przekazem wyborów europejskich w 2014 r. była lub powinna była być fragmentacja systemu politycznego, co stanowiło logiczną konsekwencję postępującego rozdrobnienia na poziomie większości krajów. Obecnie tylko w sześciu z 28 państw członkowskich UE (21 procent) działa partia, która zdobywa więcej niż jedną trzecią głosów (w porównaniu z dziesięcioma państwami w 2014 r.), podczas gdy tylko w niewielkiej większości państw członkowskich (16) jedna z partii zdobyła przynajmniej jedną czwartą głosów. Tylko na Malcie są dwie partie, które uzyskują ponad 33 procent głosów - w Polsce jedną z nich jest koalicja partii – podczas gdy w 16 krajach (57 procent) dwie największe partie nie uzbierały w sumie większości głosów.

Wybory w 2019 r. potwierdziły również malejące poparcie dla „podstawowych partii” UE, tj. centroprawicowych partii reprezentowanych w Europejskiej Partii Ludowej (EPL) i centrolewicowych partii Socjalistów i Demokratów (S&D). Chociaż poszczególne partie wciąż przemieszczają się między różnymi grupami politycznymi i mogą powstać nowe grupy (np. Sojusz na rzecz Europy Narodów Matteo Salviniego), podczas gdy stare grupy mogą się rozpadać (np. Europa wolności i bezpośredniej demokracji Nigela Farage'a), EPL i S&D straciły po około 35 miejsc - co stanowi około 18 procent ich całkowitej liczby miejsc w poprzedniej kadencji. Co ważniejsze, zgodnie z oczekiwaniami, te dwie grupy nie mają już większości w Parlamencie Europejskim.

Trzeba także dodać, że głosowanie w 2019 r. pokazało, iż wybory europejskie nadal mają drugorzędne znaczenie dla europejskich elit i mas. Kampanie wyborcze po raz kolejny były bardzo skromne i na tyle, na ile były prowadzone, skupiały się na kwestiach krajowych, a nie europejskich. Dość często to raczej przywódcy partii krajowych udzielali wywiadów lub byli zapraszani do udziału w dyskusjach niż kandydaci na listach partii europejskich. Holenderski premier Mark Rutte, który już zniechęcał do głosowania przed wyborami w 2014 r., stwierdził, że jego zdaniem wybory europejskie “nie mają większego znaczenia”. W Wielkiej Brytanii, która w ostatniej chwili zdecydowała się uczestniczyć w wyborach europejskich, nie było wręcz żadnej kampanii, za wyjątkiem nowego politycznego przedsięwzięcia Nigela Farage’a - Partii Brexit.

Ale co w sprawie większej frekwencji? – słyszę jak gdyby to pytanie. W rzeczy samej liczba wyborców, którzy uczestniczyli w głosowaniu zwiększyła się po raz pierwszy od czasu pierwszych bezpośrednich wyborów do Parlamentu Europejskiego w 1979 r. W odpowiedzi Martin Selmayr, sekretarz generalny Jean-Claude’a Junckera, triumfalnie oświadczył: „Prawdziwym zwycięzcą tych wyborów jest demokracja”. Komentatorzy przyklasnęli ogromnemu wzrostowi frekwencji (był to wzrost o 8 punktów procentowych), a więc świętują ten fakt, że średnia frekwencja w UE jest na poziomie zaledwie 51 procent. Frekwencja, która byłaby poniżej 50 procent, gdyby nie to, że w trzech krajach (w szczególności w Belgii i Luksemburgu) głosowanie jest obowiązkowe.

Stwierdzenie, że „Europa była tym razem tematem częściej omawianym, a ludzie byli bardziej zaangażowani ” wydaje się także cokolwiek przesadne. Frekwencja wzrosła najbardziej w Austrii (+ 12,1%), Niemczech (+ 13,5%), na Węgrzech (+ 14,5%), w Polsce (+ 23%), w Rumunii (+ 18,9%) i Hiszpanii (+ 18,4%). W pięciu z tych sześciu krajów polityka krajowa jest bardzo spolaryzowana i to było najprawdopodobniej przyczyną zwiększonej mobilizacji. Co nie oznacza, że ten wzrost frekwencji nie jest rzeczą pozytywną czy rzeczywistą, ale raczej że tylko nieznacznie zmienia obraz ogólnego braku zainteresowania polityką europejską zarówno na poziomie elit jak i mas.

Przełamywanie trendu

W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. pojawiły się co najmniej dwa ważne czynniki, które przyczyniły się do przełamania poprzedniego trendu. Przede wszystkim znacznie więcej spośród tych dodatkowych głosów oddano na partie antysystemowe i pro-systemowe. Podczas gdy partie populistyczne były oczywistymi zwycięzcami w 2014 r. i w 2009 r., uzyskały one (choć w mniejszym stopniu) skromniejsze wyniki w 2019 r. Ponadto pro-systemowa grupa Zieloni – Wolny Sojusz Europejski (Zieloni / WSE), a zwłaszcza Sojusz Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE) były pośród największych zwycięzców, z, odpowiednio, 23 i 41 europosłami (w tym En Marche Emmanuela Macrona) ,.

Co ciekawe, podczas gdy media pieją nad „Zieloną Falą”, liberałowie nie cieszą się zbytnią sympatią. Wiele międzynarodowych mediów aprobuje Zielony „przypływ” i „cichą rewolucję” , która „ma zmienić politykę energetyczną” . Niektórzy nawet przedstawiają Zielonych jako “odpowiedź na zmiany klimatu – i na skrajną prawicę”. Może, ale póki co to podejście jest (umiarkowanie) popularne tylko w północno-zachodnich państwach członkowskich Europy. Zieloni nie „doświadczają zdumiewającego wzrostu w Europie”, jako że są prawie całkowicie nieobecni w Europie Wschodniej i Południowej. Z wyjątkiem Litwy, kilku Zielonych / WSE deputowanych z tych regionów to nie ekolodzy, ale regionaliści i (czescy) Piraci. Ale nawet na Północnym Zachodzie Zieloni są w najlepszym razie siłą polityczną średniej wielkości, nie są największą partią w żadnym państwie członkowskim UE, a drugą co do wielkości partią są jedynie w Niemczech.

Natomiast liberałowie są znacznie bardziej ogólnoeuropejską siłą polityczną. Po pierwsze, Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE) składa się z przedstawicieli partii osiągających sukcesy w całej Europie, od Venstre w Danii po Ciudadanos w Hiszpanii i od Liberalnych Demokratów w Wielkiej Brytanii do Coalition Alliance 2020 w Rumunii. Po drugie, mają premierów w kilku państwach członkowskich UE (w tym w Czechach, Francji i Holandii), dzięki czemu mogą głosować także w (silniejszej) Radzie Europejskiej i Komisji Europejskiej. W rzeczywistości liberałowie starają się wykorzystać swoją nową siłę polityczną, aby mieć większy wpływ na to, kto będzie nominowany na najwyższe stanowiska w Brukseli.

Populiści zostali zmuszeni do tego, aby dzielić się miejscem na trybunie z zielonymi i liberałami, ale ich osiągnięcia były znacznie skromniejsze niż oczekiwano - nawet jeśli te oczekiwania zostały zawyżone przez szum medialny. Co więcej, prawdziwe zyski nie były dla populistów, ale konkretnego podzbióru populistów. Lewicowe partie populistyczne, takie jak Podemos w Hiszpanii i Syriza w Grecji, które były jednymi z głównych zwycięzców w 2014 r., wypadły słabo w wyborach europejskich w 2019 r. Podobnie jak większość innych, mniejszych, lewicowych partii populistycznych, od La France Insoumise we Francji po Partię Socjalistyczną w Holandii.

Tym razem zwycięstwo „populistów” było zdecydowanie po prawej stronie politycznego spektrum, a dokładniej - skrajnej prawicy. Populistyczne radykalne partie prawicowe znacząco zwiększyły swoją obecność w Parlamencie Europejskim, w szczególności w porównaniu z wynikami wyborów w 2014 roku. Powodów było kilka. Zacznijmy od tego, że po raz pierwszy populistyczne radykalne partie prawicowe osiągnęły bardzo dobre rezultaty w wielu dużych państwach członkowskich UE (w szczególności we Włoszech, w Polsce, w Wielkiej Brytanii). Po drugie, co jest z powyższym związane, w latach 2014–2019 kilka dużych partii wraz z ich przywódcami przekształciło się w radykalne partie populistyczne; przede wszystkim Viktor Orbán i Fidesz na Węgrzech oraz Jarosław Kaczyński i Prawo i Sprawiedliwość w Polsce, ale także Nigel Farage i jego partia Brexit w Wielkiej Brytanii. I na koniec po trzecie, populistyczna radykalna prawica zyskała większe poparcie w większości krajów, małych i dużych, nawet jeśli oznaczało to czasami, że starsza partia została zastąpiona nowszą – tak jak w Holandii: Partia Wolności Geerta Wildersa (duża strata) i Forum Demokracji Thierry'ego Baudeta (spory zysk). Partia Ludowa Mariana Kotleba Nasza Słowacja (12,1%) i Narodowy Front Ludowy na Cyprze (8,3%), choć ogólnie rzecz biorąc partie neonazistowskie straciły w Europejskim Parlamencie dwa miejsca i jedną partię (niemiecka NPD).

Pięć najbliższych lat

W ciągu najbliższych pięciu lat Unia Europejska będzie bardziej rozdrobniona niż kiedykolwiek przedtem. Ta fragmentacja jest kluczową lekcją wyborów europejskich w 2019 roku. Po raz pierwszy w historii centroprawicowa EPL i centrolewicowa S&D nie zajmują większości miejsc w Parlamencie Europejskim. Jednak wbrew dominującej narracji ostatniego dziesięciolecia, stare centrystyczne bloki muszą teraz stawiać czoła nie tylko rozmaitym antysystemowym partiom i ugrupowaniom populistycznym. W rzeczywistości, zgodnie z aktualnymi przewidywaniami , pro-systemowa liberalna Partia Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE) po czym zielono-regionalne ugrupowania Zieloni / EFA są trzecim i czwartym co do wielkości blokiem w Parlamencie. Co więcej, nawet prawicowi populiści pozostają podzieleni co najmniej na dwie, a może i trzy grupy polityczne.

Ale podziały między różnymi grupami politycznymi w Brukseli pokazują tylko część rozdrobnienia. Grupy polityczne w Parlamencie Europejskim zawsze były splotem powiązań ideologicznych i względów strategicznych, ale obecnie są tak heterogeniczne jak nigdy dotąd. Podczas gdy dyscyplina partyjna była bardzo przestrzegana, przynajmniej w głównych grupach, dalsze zmiany w ugrupowaniach mogą ją osłabić. Na przykład we frakcji EPL bardziej kulturowo konserwatywne partie Europy Środkowej i Wschodniej stanowią obecnie trzy z czterech największych ugrupowań, podczas gdy trzy z pięciu największych partii należących do frakcji S&D wywodzi się z Europy Południowej przeciwstawiającej się narzuconym jej środkom oszczędnościowym. Nawet mniejsze prawicowe grupy eurosceptyczne są dalekie od zjednoczenia, co wyraża się w ich tradycyjnie niższej dyscyplinie partyjna . Europejscy konserwatyści i reformiści (EKR) są obecnie zdominowani przez PiS, po wyborczym laniu, którego doświadczyli brytyjscy konserwatyści, ku zmartwieniu wielu partii zachodnioeuropejskich Europa Narodów i Wolności (ENW) przekształcona w Europejskie Przymierze Ludów i Narodów (AEPN) ma wielu żołnierzy, ale niewielu generałów, zważywszy, że zarówno Salvini, jak i Le Pen opuścili Brukselę. A jeśli Europa Wolności i Demokracji Bezpośredniej (EFDD) przetrwa, pozostanie oportunistycznym sojuszem dla własnej wygody, w dużej mierze nieobecnym w Parlamencie, z wyjątkiem kilku scenicznych przemówień Farage'a.

Rozdrobnienie Parlamentu Europejskiego jest logiczną konsekwencją postępującej politycznej fragmentacji państw członkowskich, co ponownie potwierdza, że polityka europejska jest w istocie nadal polityką poszczególnych krajów. Jednak w przeciwieństwie do większości państw członkowskich UE znajduje się na rozdrożu, zbyt silna lub zbyt słaba w opinii wielu Europejczyków. Będzie musiała przeforsować fundamentalne reformy, aby ponownie stać się pozytywną siłą polityczną. Jest to jeszcze ważniejsze i pilniejsze ze względu na obecny nieprzyjazny klimat międzynarodowy, w którym Europa stoi przed poważnymi wyzwaniami gospodarczymi i związanymi z bezpieczeństwem, ze strony Chin, Rosji, a nawet Stanów Zjednoczonych. Wymaga to nie tylko wizji politycznej i odwagi, ale także współpracy i zaufania. Żaden z tych czynników nie został wzmocniony przez wybory europejskie w 2019 roku.

Wtorek, 11 Czerwiec 2019

Autorzy:

Cas Mudde

Źródła:

VoxEurop

Translation by:

Władysław Bibrowski | VoxEurop
share subcribe newsletter