Start wyborczego maratonu w Polsce. Czy partia rządząca chyli się ku upadkowi?

Ostatnie wybory samorządowe w Polsce były testem prawdziwego poparcia dla partii rządzącej i ważnym argumentem w przewidywaniu wyników przyszłych elekcji. Od poprzednich wyborów w 2015 r. i miażdżącego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości, zarówno w wyścigu prezydenckim, jak i parlamentarnym, minęły bowiem aż trzy lata. Wyniki tego sprawdzianu wydają się co najmniej konfundujące.

Wybory samorządowe, które odbyły się w Polsce jesienią 2018 roku, są początkiem długiego maratonu wyborczego. W przyszłym roku będziemy wybierać swoich przedstawicieli do dwóch parlamentów: europejskiego (w maju) i krajowego (jesienią), a w 2020 r. pójdziemy do urn, by wybrać prezydenta na kolejne pięć lat.

Po ogłoszeniu wyników wyborów samorządowych zarówno partia rządząca, jak i opozycja ogłosiły je swoimi zwycięstwami. I zarówno jedni, jak i drudzy mieli przynajmniej częściowo rację.

Miasta dla opozycji

Opozycja, reprezentowana przez członków Koalicji Obywatelskiej (to główna siła antyrządowa w wyborach samorządowych) lub przez kandydatów bezpartyjnych czy lewicowych, zdobyła fotele prezydenckie w prawie wszystkich miastach, w których mieszka co najmniej 100 tysięcy osób. Z drugiej strony partia rządząca zebrała silne poparcie w wielu radach lokalnych (województw, powiatów i gmin).

Komentatorzy, którzy skłaniają się ku opozycji, uznali te wyniki za znak przełomu i wyraźny sygnał dla opozycji, że aby pokonać partię rządzącą w następnych wyborach, powinna zjednoczyć się pod wspólnym, "prodemokratycznym" sztandarem.

Media państwowe – kontrolowane przez rząd – koncentrowały się na zwiększeniu wpływów partii rządzącej w zarządach regionalnych, zwłaszcza na poziomie województw, prezentując te mieszane wyniki jako kolejne miażdżące zwycięstwo PiS. Jednak przyszłego krajobrazu politycznego nadal nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Czego można się spodziewać po wyborach europejskich?

Wydaje się, że kolejne zwycięstwo rządzącego Prawa i Sprawiedliwości może nie być już ani tak miażdżące, ani tak oczywiste, jak było trzy lata temu.

Wiele będzie zależeć od frekwencji, zwłaszcza poza największymi miastami. Wybory do europarlamentu bardziej interesują mieszkańców dużych miast, którzy są naturalnym elektoratem opozycji, co było wyraźnie widać w wyborach samorządowych.

Jednak partia rządząca nadal ma ogromne poparcie w mniejszych miastach i na obszarach wiejskich. Aby wysłać do Brukseli jak najwięcej swoich posłów, musi zmobilizować swoich zwolenników, aby w ogóle poszli głosować.