Nowy rozkład pociągów. Pasażer z powiatu zostaje na lodzie

Decyzje polityczne, niewłaściwe inwestycje i rosnąca konkurencja ze strony autobusów spowodowały wydłużenie czasu podróży pociągiem i zmniejszenie usług. Transport kolejowy pozostaje popularny, ale musi być bardziej wydajny.

Don't Miss the Train

Ten artykuł jest częścią dużego wspólnego dochodzenia „Nie przegap pociągu”, koordynowanego przez Journalism ++ w 2019 r.

Sześć lat temu województwo lubuskie przygotowywało strategię rozwoju transportu. Pytano mieszkańców, czym najchętniej podróżują. 70 proc. odpowiadało, że koleją. Ankieterzy nie dawali jednak za wygraną. Dopytywali: "To dlaczego tego nie robicie?". Najczęstsze odpowiedzi to brak lub niewielkie liczby połączeń, niedostosowanie rozkładów jazdy do potrzeb pasażerów i źle skomunikowane poszczególne połączenia.

Na wysokie ceny biletów wskazywało 3,5 proc. badanych. Na niski komfort podróży – niespełna 8 proc.

To badanie lokalne, na dodatek sprzed kilku lat. Ale jego wyniki są spójne z innymi, a wniosek prosty: nie jeździmy pociągami wtedy, kiedy ich nie ma.

Jako warszawiak jestem w tej sprawie uprzywilejowany – z domu mogę dojechać pociągiem niemal wszędzie tam, gdzie w ogóle dociera kolej. Doskonale jednak pamiętam, dlaczego coraz rzadziej decydowałem się na kolej.

Na studiach pociąg był domyślnym środkiem transportu. Wtedy irracjonalne godziny odjazdów nie były aż takim problemem. Tak najłatwiej było też przewozić słoiki.

Potem było coraz trudniej – bus prywatnej firmy odjeżdżał do mojego rodzinnego Lublina co pół godziny, bilety rezerwowałem przez telefon. Pociąg kilka razy na dobę, do kasy kolejka na pół godziny, i to dzień przed odjazdem. No i tak czy siak ostatnie 40 km do dziadków musiałem przejechać inaczej – na dworzec w Kraśniku pociągi z Lublina nie docierały. Przesiadka z busa do innego busa była o wiele prostsza.

Gwoździem do trumny moich kolejowych nawyków był przeciągający się latami remont. Podróż pociągiem wydłużyła się o ponad godzinę. Nie dało się już dojeżdżać na święta bez dużego wyprzedzenia, a żeby wrócić przed nocą z obiadku u babci, trzeba było zrywać się jeszcze przed deserem.

Zwykle to są powody, dla których Polacy, jeśli mogą, przeważnie wybierają się w podróż samochodem. Zwłaszcza że rządowa agencja odpowiedzialna za autostrady, inaczej niż kolej, nie musi co roku wykazywać rentowności.

Sytuacja stopniowo się poprawia. Jeśli chcemy jednak dołożyć się do ograniczenia skutków kryzysu klimatycznego, zwiększyć bezpieczeństwo na drogach i uwolnić się od bezwzględnej konieczności posiadania samochodów, kolej musi znowu stać się dla nas domyślnym środkiem transportu.

Pracujemy prawie najwięcej w Europie. Może chociaż w drodze na święta moglibyśmy odpoczą?

Piątek, 20 Grudzień 2019

Źródła:

BiQdata
share subcribe newsletter